czwartek, 23 października 2014

Jak się ubezpieczyć na wyjazd do Chorwacji?

Dzisiaj jest dzień agenta ubezpieczeniowego na blogu - dzień trucia...opowiadania o ubezpieczeniu turystycznym na narty. Na wpis o pingwinach, który wesoło planowałem, będziecie musieli trochę poczekać, bo niezbadane są wyroki umysłu, który nagle zmienia zdanie. Powracam do Chorwacji, która w sezonie zimowym jest na pewno odwiedzana przez mniejszą rzeszę turystów, ponieważ na wypady na narty wybiera się przeważnie inne kraje, ale jak już kiedyś pisałem - dla początkujących to dobry wybór. I zwłaszcza początkujący powinien się ubezpieczyć, bo on tym bardziej może wpaść komuś pod nartę albo próbować przejść przez drzewo jak Jęcząca Marta przez ściany w Harrym Potterze. Dobrze, nie ciskajcie na mnie piorunów - już jestem merytoryczny.


Po pierwsze, trzeba mieć ubezpieczenie turystyczne z uwzględnieniem sportów zimowych - normalnie ich skutki (uszkodzenie siebie lub kogoś) są w wyłączeniach odpowiedzialności, więc czy to w rozmowie z agentem ubezpieczeniowym, czy przy korzystaniu z porównywarki koniecznie musicie zaznaczyć, że chcecie uprawiać sporty zimowe i czy to nie będą czasami sporty ekstremalne albo wysokiego ryzyka. Tutaj macie listę przykładowych ofert różnych towarzystw, które są podpięte do porównywarki internetowej: http://www.narciarskie.ubezpieczeniaonline.pl/.

Po drugie, pilnujcie, w jakiej walucie dane towarzystwo ubezpieczeniowe podaje sumy ubezpieczenia. Jedne mogą podawać kwoty w euro, inne w złotówkach, więc głupio można się naciąć, myśląc, że wybiera się ofertę z wyższą sumą...a będzie na odwrót.


Po trzecie, nie warto zawracać sobie głowy EKUZ, czyli Europejską Kartą Ubezpieczenia Zdrowotnego. Ona nie gwarantuje bezpłatnego leczenia! Można z nią korzystać tylko ze świadczeń w publicznych placówkach zdrowia, a jeśli obywatel chorwacki za coś płaci normalnie, to wy też musicie. Poza tym w Chorwacji obowiązuje system współpłacenia nawet za świadczenia podstawowe. Jeśli będziecie mieć poważny wypadek, na głowę zwalą wam się jeszcze wysokie koszty transportu medycznego z miejsca wypadku (co gorsza, konieczny później może być transport medyczny do kraju, jeżeli nie będziecie mogli wrócić w inny sposób, jaki zaplanowaliście) i koszty hospitalizacji. Co najmniej kilkanaście tysięcy euro. Toż to zawału na samą myśl można dostać.

Po czwarte, na stoku warto mieć OC. Możecie jeździć rozważnie i bardzo uważać, ale wystarczy chwila, aby coś rozproszyło na 10 sekund uwagę nawet najbardziej odpowiedzialnej osoby, która może być bardzo niska i nie stanowić normalnie zagrożenia - kiedy z rozpędem w kogoś wjedzie...nie trzeba wiele do otwartego złamania. No i zniszczony sprzęt?

Po piąte, możecie też kupić ubezpieczenie sprzętu sportowego, ale polecam DOKŁADNE przeczytanie OWU, bo taki sprzęt musi być odpowiednio przechowywany. Nie liczcie na odszkodowanie, kiedy na chwilę zostawicie wasze narty pod drzewem albo walizkę przed hotelem - bo przecież przez chwilę nikt ich nie zabierze. Cóż. Możecie się mylić.

Assistance macie dostępne w różnych zakresach. Standard może obejmować głównie korzystanie z całodobowej infolinii, dzięki rozszerzonemu wariantowi ubezpieczyciel zorganizuje nawet opiekę dla waszych dzieci i nocleg dla najbliższych, kiedy będziecie w szpitalu dłużej niż np. tydzień.

Niniejszym wychodzę z roli Merytorycznego Stefana i myślę już o weekendzie. O pingwinach. Poradnik - to be continued!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz