Dzisiaj jest dzień agenta ubezpieczeniowego na blogu - dzień trucia...opowiadania o ubezpieczeniu turystycznym na narty. Na wpis o pingwinach, który wesoło planowałem, będziecie musieli trochę poczekać, bo niezbadane są wyroki umysłu, który nagle zmienia zdanie. Powracam do Chorwacji, która w sezonie zimowym jest na pewno odwiedzana przez mniejszą rzeszę turystów, ponieważ na wypady na narty wybiera się przeważnie inne kraje, ale jak już kiedyś pisałem - dla początkujących to dobry wybór. I zwłaszcza początkujący powinien się ubezpieczyć, bo on tym bardziej może wpaść komuś pod nartę albo próbować przejść przez drzewo jak Jęcząca Marta przez ściany w Harrym Potterze. Dobrze, nie ciskajcie na mnie piorunów - już jestem merytoryczny.
czwartek, 23 października 2014
piątek, 17 października 2014
Skąd się wziął śnieg?
Jestem gorszy niż supermarkety, które już teraz wystawiają na sprzedaż świąteczne Mikołaje i ozdoby choinkowe - jeszcze nie zaczęła się prawdziwa złota jesień, ale już wieszczę nadejście zimy - jak bohaterowie "Gry o Tron". Winter is coming, dlatego od dzisiaj mój blog jest już zimowym blogiem. A skoro o zimie mówimy - może porozmawiamy o śniegu? W weekend jadę do rodziny, więc pewnie będę nie tylko zmuszony do pochwalenia rododendrona babci, ale również do opieki na najmłodszymi członkami rodziny, którzy to lubią zadawać pytania typu "skąd X się wzięło" albo "dlaczego". Dlatego - skąd się wziął śnieg?
środa, 8 października 2014
Zły dzień agenta ubezpieczeniowego...
Czasem agent ubezpieczeniowy ma naprawdę zły dzień. Podpisywanie nowych umów zupełnie nie idzie. Odbierasz telefon - liczysz na konkretnego rozmówcę, który zna warunki swojego ubezpieczenia i nie ma roszczeń z choinki wziętych. Niestety, po drugiej stronie słuchawki słyszysz tylko rozzłoszczony głos osoby, która domaga się czegoś, czego umowa jej wcale nie gwarantuje...Chwila, czy ta osoba podpisała świadomie tę umowę? No tak. Tylko widocznie nie chciała męczyć się słowem pisanym, bo jej nie przeczytała...Generalnie schemat wygląda tak: klient popełnia błąd, ale zawsze, ale to zawsze jest za niego odpowiedzialny agent. To tak jakby kupić coś w spożywczym i spożyć produkt po terminie ważności, a następnie mieć pretensje do sprzedawcy. Ale co on tu zawinił? Przecież wszystko było napisane...ale to nie oznacza, że przeczytane.
Subskrybuj:
Posty (Atom)